
Uwielbiam meble!!! Z tej sympatii zbieram je skąd tylko się da: od ciotki, od znajomej mamy, od teściowej z działki. Zgarniam je do bagażnika, gdy trafię na wywóz odpadów wielkogabarytowych lub gdy odwożę dziecko do przedszkola. Gdy ktoś da cynk, że teścia zięcia szwagra brat chce bestialsko wyrzucić jakiś „zapyziały”, brudny fotel czy też krzesło, oczywiście jestem w stanie gotowości, żeby je ratować.
Mój ostry dyżur prowadzę w salonie, natomiast bardziej wymagające operacje na otwartym sercu odbywają się na tarasie. Niestety powierzchnia użytkowa w moim domu umiera śmiercią naturalną, ponieważ zdrowych pacjentów przybywa. Ja pękam z dumy, a mąż pyta: jak żyć…? Trzeba coś z tym zrobić! Mogłabym prowadzić pensjonat i ustawiać moje cudeńka w dowolnych konfiguracjach, ale mogłabym też założyć firmę i ratować meble dla tych, którym ciężko się z nimi rozstać. Daje to niezliczoną ilość mebli w niezliczonej ilości pomieszczeń!! Wybór jest prosty….
A na własną „galerię” z meblami w pensjonacie też przyjdzie czas .
